Kolory do sypialni, które wspierają zasypianie
Kolor ścian w sypialni działa na organizm dłużej niż jednorazowy wieczorny rytuał. Światło odbite od powierzchni dociera do siatkówki jeszcze wtedy, gdy leżysz z zamkniętymi oczami, a mózg wciąż rejestruje jego barwę i natężenie. Zbyt nasycone odcienie utrzymują układ nerwowy w gotowości, natomiast zbyt ciemne potrafią przytłoczyć i sprawić, że pomieszczenie wydaje się klaustrofobiczne. Rozwiązanie leży pośrodku: kolory o niskiej saturacji, wysokiej jasności i chłodnym lub neutralnym podtonie.
Podstawa to jasne neutra z domieszką szarości. Zgaszona biel, kość słoniowa, ciepły beż czy jasny szary nie męczą oczu i dobrze rozpraszają światło. Jeśli zależy ci na odcieniu z charakterem, wybierz barwę, którą widzisz na ścianie wieczorem, przy lampce, a nie w południe na próbnym fragmencie. Warto też pamiętać o tym, jak różowy w sypialni bez przesłodzenia może stać się spokojną bazą, jeśli złamiesz go odrobiną szarości albo brudu. Pudrowy, przygaszony róż działa kojąco, a nie infantylnie.
Niebieskie i zielone odcienie mają opinię najbezpieczniejszych dla snu, ale tylko wtedy, gdy są stonowane. Granat czy butelkowa zieleń na całej ścianie pochłoną światło i wieczorem zrobią się niemal czarne. Lepszym wyborem będą mgliste błękity, szałwia, eukaliptus albo delikatny lazurowy. Czerwień, pomarańcz i intensywna żółć pobudzają, więc jeśli je lubisz, ogranicz je do dodatków i stosuj świadomie. Światło w sypialni powinno być ciepłe, najlepiej o temperaturze barwowej 2700 K, a natężenie regulowane.
Ostateczny test zrób w swoim wnętrzu. Pomaluj duży fragment ściany i obserwuj go przez dwa dni: rano, po południu i wieczorem przy sztucznym świetle. Sprawdź, czy kolor nie odbija się nieprzyjemnie na skórze i czy nie wpada w niechciany podton. Dopiero wtedy podejmuj decyzję o całej powierzchni. Dobre kolory do sypialni to takie, których po kilku dniach po prostu nie zauważasz.